![]() |
|
|
![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() |
Maile z podróży Romka Zańko do Maroka 2009 Szczecin, 11 lutego
Wczoraj okolo 16tej dojechalismy do Szczecina.
Barcelona, 7 lutego
No to tym razem sie nie udalo. Taki sezon. Adamowi Malyszowi ostatnio sie tez niewiedzie. Moze i dobrze, bo by te panie od calowania i mowienia jacy jestesmy dzielni nie daly nam spokoju. Jutro rano wyruszamy w strone domu.
Barcelona, 3 lutego
Dzis probowalismy caly dzien wyjechac z Barcelony. i nic. Bylismy na przedmiesciach i po paru godzinach zrobilismy 15 km, nie udalo sie wjechac na autostrade. Mozna by bylo probowac ale mamy czasu malo, dodatkowo na poludniu leje. (tutaj bylo dzis bezopadowo). Mozna by sprobowac pociagiem, ale do Malagi to dla nas dwoch jakies 100e. Jesli ktos ma jakis pomysl to do 11.30 jestesmy pod kompem, potem chyba wstrone Polski.
Barcelona, 1 lutego
Gaudi w majtach, my w szpitalu Na poczatku bylo stalowo szare niebo nad Barcelona, a potem juz tylko lejace sie z tego szrastalowego nieba strugi deszczu. Nastroje troche siadly. Juz mogloby byc zimniej niz by tak mialo lac. Skorzystamy z gosciny Blazeja i jutro sprobujemy ruszyc dalej. Gorzej ze w zaden sposob nie mozemy rysowac i sprzedawac rysunkow, A kase posiadamy jedynie na promy(70e) i zaczynamy ja uszczuplac. Gdyby nie przestalo padac i nie bedziemy miec kasy to zjedziemy na samo poludnie Maroko, pochulamy po pustyni troszeczke i zawracamy do domu. niebedziemy chyba wtedy wjezdzac do miast, bo to zbyt kosztowne. wtedy z listami moze byc krucho, ale nadrobimy puzniej. Zobaczymy, moze sie rozpogodzi. Pomimo deszczu, zaslaniajac sie polamanym parasolem, zwiedzamy miasto. Spacerujac sobie elegancka aleja, usluszelismy rozentuzjazmowana pania wykrzykujaca:"Gaudi, Gaudi". Przyczym wskazywala kolezance palcem kamienice o ktora oparto rusztowanie, na ktorym rozwieszono baner przedstawiajacy pana w majtach. Okazalo sie ze nie tylko ta jedna pani zainteresowala sie tym co nam sie kojarzylo z reklama meskiej bielizny. Tlum ludzi zadzieral glowy, fotografowal, prawadzil ozywione rozmowy. A pan na banerze nie przejmowal sie ani deszczem, ani tym ze stoji w centrum miasta w samych slipkach, z usmiechem pozowal do zdjec. Zastanawialismy co w nim takiego bylo ze wszyscy go tak podziwiali. Doszlismy do wniosku ze pewnie wielkosc. I jak tu wierzyc ze wielkosc sie nie liczy. Zostawilismy pana"Gaudiego" paniom niech go sobie podziwiaja i robia mu zdjecia i poszlismy dalej. Trafilismy pod kosciol, tez wielki. Moze to jest miasto wielkoludow; wielki pan w wielkich majtach, teraz wielgachny kosciol(a moze budowali go ludzie wielkiej wiary, by w takim wielkim kosciele pomiescic swoja wiare). Nie tylko wielgachny byl ten kosciol ale tez jakos dziwnie poskrecany. Postawili kolo niego dzwigi(tez wielkie). Jonasz zauwazyl ze nie pasuja tutaj te dzwigi, ze sa za proste, ze powinny byc tez poskrecane. Nie wiem czy od tych widokow czy z przemoczenia tez nas tak skrecilo ze trafilismy do szpitala. Szpital dla zwiedzajacych. Byc moze uznano ze ktos musi byc chory skoro przyjezdza ogladac szpital. Nou Hospital to rozrzucone na niewielkim terenie budynki postawione na poczatku ubieglego wieku, bajkowe, jak z Akademi Pana Kleksa. Budynki polaczone sa podziemnymi przejsciami z ktorych korzystaja pacjenci i personel. Zwiedzajacy poruszaja sie na zewnatrz wyznaczonymi szlakami. Hematologia, mikrobiologia, patologia taka patologia owaka, chirurgia i kardiologia, genetyka, ortopedica i traumatolgia wszystko piekne wszystko sliczne nie wiadomo co sobie wybrac, gdzie wstapic na dluzej. Jonasz musial mnie sila odciagac spod Cirurgia Plastica, twierdzac ze jeszcze przedobrze. Jedynie geriatria budzila pewne rozczarowanie, taka zbyt nowoczesna. Przy wyjsciu, a moze wejsciu budynek z napisem: SalaDespera, w srodku ludzie siedzieli na krzeselkach, jakby na cos czekajac, wygladali bardzo spokojnie jak na zdesperowanych. Dziwni ci Hiszpanie. Jonasz i Romek z misiami przemoczeni, poskrecani, hospitalizowani.
Barcelona, 31 stycznia
Droge Jonasz rozpoczol tradycyjnie, od marudzenia. W Warszawie z imprezy National Geografic wyniosl dosc ciezka statuetke. ¨Ciazy mi ta nagroda¨ powtarzal w kolko, ale nie chcial oddac zebym poniosl. Pozniej bylo jeszcze ciezej. Pod Warszawa Pani z gazety chciala nam zrobic zdjecie, jak wyjezdzamy. I poprosila zebysmy pozowali. Okazalo sie, ze to nie jedno zdjecie, a setki. I tak z kazdym pstryknieciem bylo nam coraz zimniej. Nie warto byc pozerem i dobrze ze nie zostalem modelka, one to musza ciezko pozowac tzn pracowac. W koncu jak pani skonczyla pstrykac bylismy zamarznieci, a potem dlugo nic nie chcialo sie zatrzymac. I juz nam przyszedl plan odwrotu zeby zawrocic do cieplego domu. Zdjecia zrobione, a w cieplym domu jest tak samo cieplo jak w cieplych krajach. Postanowilismy stac do zmroku, a jak nic nas nie zabierze, to udac sie do domu. I gdy Jonasz przekonywal ze jest juz na pewno ciemno i dawno slonce zaszlo, zatrzymal sie samochod i zabral nas do Wroclawia. I tak dyskutujac czy jest juz dostatecznie zimno by zawrocic, pomalu zblizalismy sie w cieplejsze strony. Gdy na samochodowym termometrze ukazal sie +1 stwierdzilismy ze nie ma sensu zawracac, jak jest juz tak cieplutko. Jonasz zwykle zasypial w samochodach, ja walczac ze zmeczeniem, rozmawialem z kierowca. Rosjanin kierowca tira mowil takie rzeczy ze chyba tez zasnolem i mi sie snilo. "ze my byli okupanty, ze jak wy bili germancow w tym waszym powstaniu to my stali za Wisla, ze tysiace oficerow..." Myslalem ze chyba zamarzlem i mam jakies urojenia. Z tyloma Rosjanami jezdzilem i nasluchalem sie jak to "dobrze bylo i jacy dobrzy byli, i jacy oni wyzwoliciele", ze teraz siedzialem i slowa ze zdziwienia wydobyc nie moglem. Strach mnie ogarnol bo to znak ze swiat musi sie konczyc skoro Rosjanin i to kierowca tira takie rzeczy mowi. Uwaga techniczna : jak piszecie do nas, to piszcie nowy list, nie odpowiadajcie na te nasze, bo automatycznie to jest jakos dziwnie porzadkowane, i czesto nie widzimy waszych listow. Jonasz i Romek z misiami
Warszawa, 27 stycznia
Kolorowe pismo zaprosilo nas uroczystosc bo spodobala sie im nasza wycieczka do Japonii. W zwiazku z planowana wycieczka do Maroka, niebylismy przekonani czy jechac. Jonasz stwierdzil ze skorzystanie z zaproszenie ma plusy i minusy. "Plusem jest na pewno wypasiony bankiet." A jaki minus? "Najgorsze beda te wszystkie panie, ktore beda mnie calowaly i mowily jaki jestem dzielny!" Umowilismy sie, ze ja odciaze Jonasza. Wszystkie Panie informujemy ze mozna mnie calowac i mowic mi jaki jestem dzielny. Rano ruszamy w kierunku Wroclawia, Praga, Norymberga, i albo w strone Lyonu, albo na poludnie Mediolan, Marsylia, Barcelona. Jonasz i Romek misiami
|
Copyright © 2008 Stowarzyszenie Kreatywni Dla Szczecina. Wszystkie prawa zastrzeżone. |